Nasze historie

Historia Marty

Pierwszy atak paniki miałam parę miesięcy po maturze. Ale tak naprawdę całe życie zmagam się ze stanami lękowymi. Jako dziecko bałam się dosłownie wszystkiego. Funkcjonowałam jednak normalnie. Poważne problemy zaczęły się w chwili wkroczenia w dorosłość.

Jak przebiegała moja choroba? Najpierw pojawiły się duszności i kołatanie serca. Potem całe spektrum objawów somatycznych. Najbardziej dokuczliwe okazały się zawroty głowy. Strasznie trudne okazały się też ograniczenia w normalnym funkcjonowaniu. Nie mogłam sama jeździć komunikacją miejską a w niektórych momentach nawet wyjść z psem (który swoją drogą jest jednym z najlepszych „lekarstw” na wszystkie trudne emocje). Po dwóch latach samodzielnej i mocno nieudolnej walki poszłam na terapię. Ciągle na nią uczęszczam i ciągle cierpię na zaburzenia lękowe. Ale widzę, że jest droga do wyjścia z koła lęku.

Co (a przede wszystkim kto) mi pomaga w zmaganiach z zaburzeniami lękowymi? Przede wszystkim mogłam i mogę liczyć na wsparcie od mojego Partnera. Pomaga mi też terapia. Bardzo pomocne okazało się też próbowanie żyć normalnie. Często to nie wychodzi, ale daje mi dużo siły i nadziei.

Jestem typem społecznika więc gdy zaczęłam poznawać osoby z podobnymi zaburzeniami postanowiłam założyć fundację, ponieważ w moim odczuciu brakuje organizacji zajmującej się zaburzeniami lękowymi.

~Marta

Historia Karoliny

Zawsze byłam lękliwa. Bałam się bardzo wielu rzeczy/ sytuacji. Byłam tez nieśmiała i mało spontaniczna. Myślę, że moja osobowość predysponowała mnie do nerwicy. W wakacje po zakończeniu 8 klasy podstawówki doznałam silnego napadu paniki w autobusie. Czułam się bardzo źle, ale nie umiałam określić co to było. Minęło w ciągu, bardziej sekund niz minut. Nikomu o tym nie powiedziałam, byłam przestraszona tym. Niedługo później wróciło. Czułam, że nadchodzi lęk i rzeczywiście nadszedł i był bardzo silny. Nie bałam się niczego konkretnie, czułam po prostu falę paniki. Jakby miała za sekundę nastąpić katastrofa. Od tej pory bałam się, że to uczucie nadejdzie ponownie i zaczęłam żyć w ciągłym lęku. Albo był to niepokój, że to się zacznie albo juz ta właściwa panika. Później jeszcze bardziej się to wymieszało i nie było chwili w której czułabym się spokojna. Przestałam normalnie funkcjonować, wykonywać swoje obowiązki, kontaktować się z ludźmi, w końcu przestałam chodzić do szkoły. Nie mogłam zasnąć. Trafiłam na oddział psychiatryczny, gdzie dano mi leki uspokajające i pierwszy raz od dawna wyspałam się. Brałam je codziennie i panika się wygasiła. Po pewnym czasie (około roku) pojawiły się lęki o to, że mogę zemdleć. Wydawało mi się, że słabnę i doznawałam napadów paniki z tym związanych. Stało się to obsesją. Unikałam wysiłku, dużo jadłam, nie wychodziłam w upały, tworzyłam rytuały mające zapobiec omdleniu. Trwało to miesiącami. W końcu nauczyłam się żyć pomimo tego, choć moje życie było już wtedy mocno ograniczone, obarczone niepokojem i smutkiem. Pewnego razu zaczęło mnie boleć w klatce piersiowej, czułam gniecenie i niepokój. Od tego czasu zaczęły się lęki o serce, zawał itd. Nie mogłam wysilać sie, a nawet swobodnie dyskutować czy śmiać, bo obawiałam się, że pod wpływem emocji coś mi się stanie. Ból sie utrzymywał, zaczął mi towarzyszyć stale, momentami był bardzo silny. Z tego powodu zaczęłam bać się wychodzić z domu, nie wychodziłam nawet przed blok, bo chodzenie po schodach wywoływało u mnie napad paniki. Bałam się też zostawać sama w domu. Trafiłam do szpitala na oddział kardiologiczny. Odkryto tam, że mam bardzo wysokie ciśnienie. Lekarze podejrzewali poważną chorobę, ale po szczegółowych badaniach okazało się, że wszystkie dolegliwości spowodowane są napięciem/ stresem/ lękiem. Trafiłam na oddział psychiatryczny, gdzie po raz pierwszy zdiagnozowano zespół lęku napadowego z agorofobią. Miałam wtedy 17 lat. Od tamtej pory żyję ze świadomością swojej choroby, która jednak jest bardzo podstępna. Mówi się, że nerwica może być wielką naśladowniczką i u mnie tak właśnie jest. Bardzo często dopadają mnie dolegliwości, bóle, które przypominają dane schorzenie a po diagnostyce okazuje się, że to kolejny objaw nerwicy. Od ponad 10 lat chodzę do psychiatry, na terapie. Rozumiem już, że nie mogę wyleczyć się z nerwicy jak z grypy. Nie mogę też o niej myśleć w oderwaniu od kontekstu sytuacji życiowej, bo to jest silnie sprzężone. Brak poczucia bezpieczeństwa w dzieciństwie owocuje osobowością, która predysponuje mnie do reagowania lękiem, a ja stale uczę się żyć zgodnie z tym i pomimo tego. Uczę się do siebie cierpliwości. Dziś nie mogę pojechać metrem, jutro mogę, ale nie przejadę przez most, pojutrze utrudnieniem będzie co innego. Jeżeli zaczynasz żyć z nerwicą życzę Ci przede wszystkim podejścia do tego ze spokojem i pewnym dystansem, nie wpadania w rozpacz. Paradoksalnie odwrotnie niż w przypadku innych chorób, im większa obojętność wobec swoich objawów tym więcej spokoju i lepsze samopoczucie.

~Karolina